Tu jesteś:

Start » Mecze Kolejorza » Lech - Wisła: i tak ma być!
Lech - Wisła: i tak ma być!
Ocena użytkowników: / 86
SłabyŚwietny 
Wpisany przez qli   
poniedziałek, 01 listopada 2010 00:15
AddThis Social Bookmark Button

megafonMecz z Wisłą miał być testem, na ile skutecznie można podjąć rywalizację z przeszło dwutysięczną, znakomicie usadowioną grupą gości. Test zdaliśmy, a za nami prestiżowy mecz z odwieczną kosą - rozegrany po raz pierwszy w tak "europejskich" warunkach, okraszony jednak przy tym odrobiną polskiej fantazji.

Dwa tygodnie temu na przyjazd do nas spięło się Zagłębie, które jednak zajęło jedynie połowę miejsc w nowym sektorze gości. Wisła spięła się jeszcze bardziej i co nie zdarza się często - wybrała się na wyjazd w konkretnej liczbie. Frekwencja po naszej stronie mogła być powodem do obaw, bo oprócz zawsze odstraszającej fanów piłki serii porażek, mecz wypadał w środku wydłużonego weekendu. Okazało się jednak, że kiboli było o kilka tysięcy więcej niż na Zagłębiu, a stadion, mimo że zapełniony lekko powyżej połowy, wyglądał nieźle.

Tak naprawdę po raz pierwszy od kilku lat przyszło nam zmierzyć się z tak liczną grupą gości na Bułgarskiej. Po ciągnącym się okresie przebudowy, możemy w końcu sprawdzać się z licznymi grupami, które do prowadzenia dopingu mają znakomite warunki. Ba-nie brak głosów, że sektor gości jest umiejscowiony lepiej niż Kocioł.

Prawda jest jednak taka, że to nie liczba gości ma decydujące znaczenie, a nasza postawa i nastawienie. A ostatnio było z tym raczej średnio. Przyczyn jest co najmniej kilka i chyba każdemu stadionowemu bywalcowi są znane. Sztuka polega na tym, żeby złapać się za jaja kiedy nie idzie i wyjść z dołka.

W niedzielne popołudnie w końcu się nam to udało. Parafrazujac piłkarskie frazesy można stwierdzić, że udało nam się zrealizować założenia taktyczne nakreślone przez prowadzącego. A właściwie dwóch prowadzących, co okazało się bardzo dobrym pomysłem. Początek meczu okraszony został oprawą, której motywem przewodnim była postać trzymająca piłkę i wskazująca piłkarzom, co trzeba robić w Lechu, wykorzystując do tego popularne ostatnio hasło. Sami też wzięliśmy się w garść i od startu było naprawdę dobrze, równo i głośno. Trafionym pomysłem było zarzucenie "W grodzie..." już po kwadransie, kiedy wiara rwała się do śpiewów. Z perspektywy Kotła, pierwsza połowa stała na wysokim poziomie, a wiślaków po prostu nie było słychać.

GTS

Po przerwie szybko padła bramka dla Wisły, ale ważniejsza była reakcja kiboli i to nie tylko z Kotła. Zamiast ciszy na trybunach niosło się "heja Kolejorz!", jakby ten gol padł dla nas. To było coś! Łatwo zawsze mówić, żeby nie przestawać śpiewać po straconym golu itp. ale w praktyce różnie to wychodzi. W niedzielę było tak, jak być powinno. Efekt? Nie minęły 2 minuty i padło wyrównanie, a z naszej strony zabawa się rozkręciła. Dobry mecz na boisku sprawił, że do tonu nadawanego przez Kocioł ochoczo podłączaly się pozostałe trybuny i momentami huczało, aż miło. W pozytywnym nastroju rozstaliśmy się też z piłkarzami - prowadzeni przez charyzmatycznego kapitana nie strzelili wyjatkowo focha po niedawnych wrzutach i podeszli pod Kocioł, gdzie oprócz zasłużonych braw usłyszeli jednak, ze w czwartek liczy się tylko zwycięstwo. Jak już wygrywamy po 4:1, to czemu by nie przedłużyć tej serii? Wspracia kiboli z pewnością nie zabraknie.

To było dobry wieczór przy Bułgarskiej. W europejskiej scenerii rodem z najlepszych mod€rn lig dorzuciliśmy od siebie trochę swojego stylu. Poza żywiołowym dopingiem nie zabrakło oczywiście obustronnych pozdrowień, przypomnienia o nadchodzących derbach i o tym, kto niezmiennie rządzi w Krakowie. Dobrze, że gdy na boisku najczęściej wieje nudą lub amatorką, przynajmniej na trybunach jest ciekawie.

Po jednym meczu nie ma co jednak oczywiście odlatywać z zachwytu i osiadać na laurach.  Niezmiennie można np. przyczepić się do gwizdów na gości, gdy tylko coś krzykną, zwłaszcza że Wisła zaprezentowała się najwyżej przeciętnie. Każdy, kto choć raz był na wyjeździe wie, że nie ma nic lepszego, niż gwizdy gospodarzy, bo to oznacza, że goście są słyszalni i nakręcają się do lepszego dopingu. Skupmy się na sobie, słuchajmy Kotła i wspomagajmy Kolejorza, a goście niech bawią sie sami. Musimy wrócić do najlepszej formy, a w czwartkowy wieczór  powinno być co najmniej tak dobrze, jak było teraz. Niech angole mają co wspominać do końca życia!

 
Wiara Lecha na Facebooku